Między innymi o robótkach.......
niedziela, 14 października 2007
Pierwsza gwiazdka

A właściwie gwiazdki. Frywolitkowe gwiazdki* -zauważyłam w tym tygodniu, że Boże Narodzenie tuż tuż, a ja mam tyle rzeczy do zrobienia, więc czym prędzej wzięłam się do roboty. Efekty widać poniżej, niestety jest to tylko kropla w morzu planów.

 

 



 


* Być może, któraś z tych gwiazdek pochodzi ze schematu p. Stawasza - tego niestety nie pamiętam, cóż starość nie radość.

 

 

niedziela, 20 maja 2007
Urodzinowo - imieninowa serwetka

Ufff- w końcu udało mi się skończyć frywolitkową serwetkę. Tzn. udało mi się ją skończyć ciut wcześniej - nie mogłam się tylko zebrać, żeby uprać no i naciągnąć toto. A i tak wybrałam wersję leniwą czyli wysuszyłam tylko żelazkiem, "fachowo" każdy pikotek powinien być naciągnięty i przypięty szpilkami - w tej postaci serwetka powinna z grubsza wyschnąć. No ale w końcu lenistwo to moje drugie ja..... I dlatego kazdy pikotek robi co mu się żywnie podoba. No trudno - może zechce mi się jeszcze to poprawić.

 

 

Wzór pochodzi z czasopisma "Moje Robótki" (niestety nie pamiętam, z ktorego numeru) - projekt p. Stawasza.
 
Wzory wizualnie urodziwe (a przynajmniej większość, bo naszyjniki mogą się przyśnić - oczywiście, że jako nocny koszmar) ale często zawierają błędy i braki w opisie. Szkoda, że taka "szycha" we frywolitkowym światku pozwala sobie, na takie lekceważenie czytelników i "odbiorców" tychże schematów.

 

poniedziałek, 14 maja 2007
Serwetki przybyło

Skoro już postanowiłam skończyć zaczęte praca (a przynajmniej te niektóre) to wzięłam się do roboty. Tym bardziej, że wczoraj dopadło mnie przeziębienie (znowu) - mogłam więc spokojnie opuścić gości i dziubdziać sobie w kąciku.

Efekty widać (przynajmniej mam taką nadzieję) został już tylko jeden rząd, są więc duże szansem, że do czerwcowych imeinin skończę (tfu, tfu...). A potem to czego nie cierpię:  pranie i naciąganie -błee.

niedziela, 04 lutego 2007
Z zakamarków szuflady

Twardo sobie postanowiłam skończyć zaczęte robótki (a przynajmniej te mniejszego kalibru) - wygrzebałam więc z zakamarków serwetkę frywolitkową. Serwetka miała być prezentem urodzinowym............we wrześniu tamtego roku. I tak ją sobie od tego czasu bardzo powoli dłubię. Na szczęscie koniec już bliski (zostało mi jakieś 2,5 rzędu)- może mi się uda skończyć do czerwca, czyli do imienin osoby, dla której prezent był przeznaczony.

 

A tak serwetka wygląda w tej chwili (docelowo ma nie być taka pofałdowana): 

 

Serwetka frywolna

 

a na domiar wszystkiego pękło mi czółenko! Dodam, że bardzo drogie czółenko - ponoć istny Rolls Royce pośród czółenek- ja tam jakoś od początku miałam problemy z jego dociśnięciem, ale nie ukrywam, że mimo to byłam z niego całkiem zadowolona- mieści o wiele więcej nici niż czółenka standardowe, a tygrysy stanowczo nie lubią dowiązywania nici w trakcie rzędu.

 

Tylko jak pomyślę, że za tę kwotę miałabym 3 czółenka mniej "elitarne" to jakoś mi się słabo robi......

Nie muszę chyba dodawać, że czółenkiem nie da się nic zrobić.

czółenko1

 

czółenko2