Między innymi o robótkach.......
niedziela, 16 września 2007
Zamiast zakrętu

Macie ochotę czasem zakląć? Bo ja nader często- i najczęściej przypominam sobie wtedy przekleństw, które "popełniła: niejaka pani Chmielewka w jednej ze swoich książek:

"Kurza ich parszywa, nie dojona, w galaktykę kopana, z wiaderkiem węgla kolczastym drutem przez most Poniatowskiego w te i nazad ganiana, zardzewiała morda."
(Joanna Chmielewska "Ślepe szczęście" )

Działa- najczęściej w połowie zapominam z jakiego powodu sięgnęłam po takie słowa

poniedziałek, 03 września 2007
Co Ci przypomina....

Ten cytat:

"Choćbyście mi dali nie wiem ile roboty - zawsze będzie mi jej za mało; gromadzenie pracy stało się moją pasją. Gabinet mam tak zawalony różnymi pracami, że nawet szpilki byś nie wetknął. Ba, niektóre prace, co leżą u mnie, są w moim posiadaniu już od wielu lat i nie znajdziesz na nich nawet śladu palca."

J.K. Jerome "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)"

 

Bo ja mam nieodparte wrażenie, że to o mnie - ponad stuletni ten cytacik, a jaki aktualny...

niedziela, 02 września 2007
Ogłoszenia parafialne

Wszem i wobec ogłaszam, że wracam do żywych - tj. do wirtualnego życia. Chociaż nadal mam ochotę kopnąć to życie i zaszyć się na przytulnej bezludnej wysepce, gdzieś za siedmioma morzami.

Przez ten czas nawet nie spojrzałam na robótki - bzowy top nadal w połowie zrobiony, a Sissi wciąż z dziurawą kiecą chodzi....

środa, 15 sierpnia 2007
Panna obrażalska

Po paru latach ciężkiej obrazy moja hoja raczyła  w końcu zakwitnąć:

 


 całe trzy kwiatki wypuściła.

wtorek, 31 lipca 2007
Wiosenne ciasteczka

Trochę mi się życie poplątało- w skrócie "źle się dzieje w państwie duńskim".

Nie mam przez to ochoty do jakichkolwiek robótek - najchętniej posiedziałabym sobie w kąciku i pobeczała. Właściwie to najchętniej zaszyłąbym się w tym kącie i wyszła po kilku latach.

 Udało mi się tylko zmodzić takie oto pudełko:

 

 

Jak widać pierwsze próby z cracklem i cieniowaniem mam już za sobą.

czwartek, 12 lipca 2007
Zmywarka

Nawet nie wiedziałam, że posiadam sprzęt zwany zmywarką do naczyń:

 

Sprzęt jest wielofunkcyjny - dobrze się tez sprawdza jako termofor. A jaki ekologiczny

środa, 11 lipca 2007
Zapachniało bzami...

I wiosną powiało, a za oknem jesień, a w kalendarzu lato....

A wiosennie bo drutuję z bzowej Sonaty. Będzie top z listkami. Na razie są dwie części z czterech:

 

 

 

Dorfi wyciągnęła mnie dzisiaj na zakupy - nie sądziłam, że mam tak kiepską kondycję. Przeszłyśmy w sumie niewielki kawałek, a ja padam z nóg. Nawet za druty nie mam ochoty chwycić.

piątek, 06 lipca 2007
Zieleniak
Hura-   w końcu skończyłam mojego zieleniaka. Pod sam koniec straciłam serce dla tej bluzki- przestała mi się podobać. Ale zacisnęłam zęby i twardo kończyłam. I bardzo dobrze zrobiłam. Pozszywałam, wykończyłam i o dziwo bluzka na nowo mi się spodobała. Muszę przyznać, że jestem z niej bardzo zadowolona.
 
 
 
Drugie zdjęcie lepiej oddaje kolor.
 
A zużyłam 300 g włoczki marki "Malwa", druty nr 3,5. 
czwartek, 05 lipca 2007
W mojej torebce....

Dorfi i Dagna zaprosiły mnie do torebkowej zabawy.

Przyznam się, że była to okazja do długo odwlekanych porządków  - przy okazji przeniosłam się do mojej ulubionej i lekko znoszonej letniej torby:

 

 A oto co się w niej znalazło:


  • cyfrówka
  • telefon komórkowy
  • piórnik z długopisami
  • plastry
  • wkładki i chusteczki higieniczne
  •  tampon
  • pilnik
  • grzebyk
  • gumki do włosów
  • spinki i wsuwki
  • cukierki
  • klucze od dwóch mieszkań, skrzynki na listy i pracy
  • kosmetyczka a w niej mnóstwo błyszczyków, lusterko, proszki przeciwbólowe
  • plan Galerii, tras MPK i obrazek
  • notatnik, portfel z dokumentami, portmonetka i etui z kartami
  • kasztan i
  • .....Kuba

 

 

W poprzedniej torebce była jeszcze książka, parasolka, stopki (na wypadek wizyty w sklepie obuwniczym), kawałek włóczki, którą mam dokupić i od groma i trochę papierków (stare bilety, paragony, wydruki z bankomatów itp. - mnożą się czy co??). Uffff....

 

Przyznam się, że torebki to bardzo lubiany przeze mnie dodatek. Mam ich sporo- różne fasony, kolory, wilekości. Od malutkich takich "na jedną szmineczkę" do wielkich torbisk z gatunku "zmieszczę wszystko". To jak często je zmieniam zalezy tylko i wyłącznie od mojego nastroju- bywa, że codziennie mam inną lub, że przez rok chodzę z jedną i tą samą. Echhh, być kobietą...

 A do wspólnej zabawy zapraszam:

Renulka

Koroneczkę

i Seremity. 

 

 

poniedziałek, 02 lipca 2007
Uwarunkowana genetycznie

 

  Robiłam ostatnio porządki w szafach. Natrafiłam przy tej okazji na robótki, które wcale a wcale nie wyszły spod mojej ręki. Piękne szydełkowe serwetki, haftowane obrusy i swetry - to dzieło moich babć, prababć i mamy. W mojej rodzinie kobiety dzierżyły "robótkowe" atrybuty od lat. Nie da się ukryć - robótkowanie mam w genach.

Postanowiłam więc, ze się pochwalę zdolną rodzinka.

Na pierwszy ogień szydełkowe serwetki babci Tereni. Babcia to mama mojego taty - i to właśnie od niej nauczyłam się heklować. Dzięki niej wiem także jak trzymać igłę. Babcia potrafi też robić na drutach- nie ma jednak do tego serca. Druty jej trochę obrzydły  - kilkadziesiąt lat temu, gdy robiła na akord, żeby dorobić do mężowskiej pensji (o dziwo pensji oficera WP - śmiesznie niskiej biorąc pod uwagę dzisiejszy "żołd"), więc do drutów musi mieć nastrój. 

A oto i pierwsza dawka serwetek: