Między innymi o robótkach.......
czwartek, 31 maja 2007
Zielono mi

Sewretka skończona i czeka sobie aż dojrzeję do naciągnięcia jej.

A ponieważ na weekend wyjeżdżam do dziadków to postanowiłam wziąć się w końcu za coś dla siebie - w końcu ręce nie mogą spędzić weekendu bezczynnie. Jak na razie udało mi się zrobić próbkę wzoru - tak w przerwie między prasowaniem. Nie wydaje Wam się, że roboty domowe przeszkadzają?

Będzie to bluzeczka z zielonej "Malwy" - wzór pochodzi z wiosennej Sabriny i posiada wdzięczną nazwę "Julia". Kolor na zdjęciach lekko przekłamany - włóczka jest bardziej zielona.

 

 


 Przy okazji zastanowiło mnie na jakiej podstawie producenci określają ilość potrzebnej włóczki do zrobienia swetra. Ten producent z uporem maniaka na każdym rodzaju włóczki, bez względu na grubość i rodzaj włóczki podaje taką samą- jakieś pół kilo na damski sweterek. No może przy grubszej nieco podwyższa sugerowana wielkość. Ale jakie to musiałoby być swetrzysko - z 0,5 kg Sasanki?

 

sobota, 26 maja 2007
Dziubię pomalutku

Oczywiście nie mogę poprzestać na jednej pracy " w trakcie" - to chyba całkowicie wbrew naturze.  Tym bardziej, że krosno jest trochę mało przenośne. Zaczęłam więc jakiś czas temu robótkę bardziej mobilną - mianowicie szydełkową serwetkę. Właściwie to pomału sobie finiszuję (nawet myślałam, ze wyrobię się przed dzisiejszym spotkaniem robótkowym, ale niestety nie udało się). Obfotografowałam więc to co mam i chwalę się:

 

Muszę przyznać, że jak na razie to prezentuje się dosyć orginalnie. Wszyscy pytają czy te loki to tak już na zawsze. Uprzedzam więc ewentualne pytania - nie na zawsze. 

środa, 23 maja 2007
Ostatnie przerywniki skończone (no prawie ostatnie)

Przestałam dyskutować z maszyną (przynajmniej w kwestii zakładki), zakładka dostała tekturowe ubranko i dumnie je prezentuje:

 Nie jestem do końca z niej zadowolona - przede wszystkim to na czym haftowałam jest straszne!!! Jest to dwunitkowy materiał do hardangera - konsystencja mocno poturbowanej szmaty do podłogi, do tego mulina przesuwa się pod nićmi tkaniny - deformuje to krzyżyki. Zresztą można podziwiać "równość" backstitchy, nawet na "prostej" są zakręty.

Nieco mnie pociesza fakt, że prezent jest dla mojej "macochy" (tego słowa nie lubimy zastępujemy je więc słowem mamcia dla odróżnienia od rodzonej mamy - notabene w niedziele minęło 20 lat od jej śmierci), więc prezent jest dla mamci z wiadomej okazji, a ona nie zwraca uwagi na takie drobiazgi. Tylko sztuka cierpi.

 Udało mi się w końcu zakupic ramkę do obrazka dla dziadków. Wymyśliłam, że będzie oprawiony w samą ramę bez passe-partout. Jako, że nie jest pracą powalającą gabarytami, to postanowiłam, że oprawię go sama. Do tej pory oprawiałam z passe-partout. Teraz wyszło oczywiście krzywo - materiał musiałam przyciąć bo inaczej nie mieścił się w ramce. Oczywiście lekką asymetrię zauważyłam już po docięciu....

 

Szybę myłam- trzy razy. Smug nie widać - skąd się więc wzięły na zdjęciu nie mam bladego pojęcia. Próbowałam dziesiątki ujęć - szyba na wszystkich tak wyglądała. Może mam za dobry aparat? 

wtorek, 22 maja 2007
Są takie dni w tygodniu.....

Jestem zła. zła to nawet mało powiedziane - wkurzona: na siebie cały świat i moją (znienawidzoną od dzisiaj) maszynę. Maszyna ma lat 20 lub 30 i od początku darzyła mnie antypatią- ja siadałam pętli cholernica, siadał ktoś inny szyje jak marzenie....  Ostatnio stroiła fochów jakby mniej więc postanowiłam dzisiaj zeszyć zakładkę na Dzień Matki - i co? I naciąg kaput. jakby tego było mało wciągnęła nitkę w bębenek - bębenek zaklinowany na amen. Machina waży jakieś 20 kilo i nie ma szans na dotachanie jej do jakiegokolwiek majstra.

Tym sposobem zostałam bez maszyny, za to z haftem przyciętym już do zakładki, łzami w oczach i wyjątkowo brzydkimi słowami na ustach...

 

Jakby tego było mało postanowiłam oprawić samodzielnie obrazek. I oprawiłam - wyszło krzywo, poprawić nie ma jak bo haft był docięty do ramki - ale o obrazku jutro. Teraz idę sobie pobeczeć.

niedziela, 20 maja 2007
Urodzinowo - imieninowa serwetka

Ufff- w końcu udało mi się skończyć frywolitkową serwetkę. Tzn. udało mi się ją skończyć ciut wcześniej - nie mogłam się tylko zebrać, żeby uprać no i naciągnąć toto. A i tak wybrałam wersję leniwą czyli wysuszyłam tylko żelazkiem, "fachowo" każdy pikotek powinien być naciągnięty i przypięty szpilkami - w tej postaci serwetka powinna z grubsza wyschnąć. No ale w końcu lenistwo to moje drugie ja..... I dlatego kazdy pikotek robi co mu się żywnie podoba. No trudno - może zechce mi się jeszcze to poprawić.

 

 

Wzór pochodzi z czasopisma "Moje Robótki" (niestety nie pamiętam, z ktorego numeru) - projekt p. Stawasza.
 
Wzory wizualnie urodziwe (a przynajmniej większość, bo naszyjniki mogą się przyśnić - oczywiście, że jako nocny koszmar) ale często zawierają błędy i braki w opisie. Szkoda, że taka "szycha" we frywolitkowym światku pozwala sobie, na takie lekceważenie czytelników i "odbiorców" tychże schematów.

 

sobota, 19 maja 2007
Wielki powrót

Na jesieni, z bólem serca, zdjęłam z krosna obraz, który powolutku krzyżykowałam od początku roku. Na karku miałam pracę magisterską (która w owym momencie posiadała tylko plan), do tego kilka trudnych egzaminów przed sobą- nie mogłam zostawić żadnych pokus.

Haft złożyłam, krosno wyniosłam do schowka. I tak sobie biedna cesarzowa czekała -upchnięta gdzieś w przepastnej robótkowej szufladzie. Jak widać mało mam poszanowania dla koronowanych głów. Mam nadzieję, że Elżunia Bawarska nie będzie miała mi za złe ;)))

Niniejszym ogłaszam więc, powrót na moje krosno Cesarzowej Elżbiety, zwanej zarówno przez najblizszych jak i przez cały świat - Sissi.

Prawda, że piękna?

Obraz ten to bodajże najsłynniejszy portret Sissi - i właśnie on znalazł siępod moją igiełką.

Pierwsze zdjęcie - to obraz przerobiony na gobelin, drugie - orginał (echh ta suknia - po przerobieniu niestety nie prezentuje się już tak okazale).

Znalazłam jeszcze dwa portrety Elzbiety, które mnie zauroczyły:

W czasach sobie współczesnych - uważana była za najpiękniejszą kobietę - zdania tego ni e podzielała tylko królowa Wiktoria.

Franciszek Józef zakochał się w niej na tzw. zabój. Przyjechał w Alpy austryjackie aby ogłosić światu swoje zaręczyny ze starszą siostrą Sissi - Heleną. Związek ten został ustalony między matkami młodych. Panie nie przewidziały tylko, że Franciszek Józef zapała uczuciem do młodszej z sióstr.

Elżbieta była ponoć jedyną osobą na cesarskim dworze, z której strojenie sobie żartów było całkowicie zabronione a nawet surowo karane - cesarz tolerował żarty na swój temat, nikomu natomiast nie pozwalał powiedzieć złego słowa na temat żony. Tylko czemu zdradzał ją na prawo i lewo????

A wracając do robótki - na chwilę obecną prezentuje się tak:

 

poniedziałek, 14 maja 2007
Serwetki przybyło

Skoro już postanowiłam skończyć zaczęte praca (a przynajmniej te niektóre) to wzięłam się do roboty. Tym bardziej, że wczoraj dopadło mnie przeziębienie (znowu) - mogłam więc spokojnie opuścić gości i dziubdziać sobie w kąciku.

Efekty widać (przynajmniej mam taką nadzieję) został już tylko jeden rząd, są więc duże szansem, że do czerwcowych imeinin skończę (tfu, tfu...). A potem to czego nie cierpię:  pranie i naciąganie -błee.

niedziela, 13 maja 2007
Krucyfiks

Obrazek dla dziadków został już uprany, uprasowany i czeka tylko na oprawę. Jak znam siebie to zakup ramki będzie trwał dłużej niz praca nad obrazkiem.

 

 

No i mam problem - nie wiem, którą z miliona robótek "koniecznie do zrobienia" mam teraz zacząć.  A może po prostu skończę te pozaczynane...

niedziela, 06 maja 2007
Na krzyżu
Krzyż już postawiony - został tylko napis (jednak postanowiłam, że będzie). Po namyśle zdecydowałam się na analogiczny jak w orginale cytat z biblii (oczywiście w przekładzie polskim).
 

czwartek, 03 maja 2007
Pierwsze krzyżyki

W obrazku dla dziadków postawiłam już pierwsze krzyżyki - widac już nawet zarys Chrystusa. Mulina Rayon jest rzeczywiście koszmarna (delikatnie mówiąc). O wiele lepiej idzie mi z metalizowaną. Rayon DMC zaowocowała przeraźliwie krzywymi krzyżykami- mam nadzieję, że po wypraniu robótki jakoś "zaginą", bo do ich wyprucia jakoś nie mam serca. Wiem,  że nikt poza mną i innymi hafciarkami nie zwróci na to uwagi, ale sztuka cierpi i kwiczy. Na szczęście okazało się, że krzyżyków z użyciem tej właśnie muliny jest mało (gołąbek i napisy).

Nie mogę się tylko zdecydować czy robić też napisy czy zostawić samotny krzyż - mam wrażenie, że w orginalnym obrazku ten cytat z biblii przytłacza sam krucyfiks.