Między innymi o robótkach.......
poniedziałek, 31 marca 2008
Z mocą urzędową

Zostałam pogoniona - w kwestii zapasowych kwadratów na podusie, które spokojnie leżały sobie u mnie ponad pół roku - bagatelka. Co było robić? Uszyłam poduchy - było to ponad miesiąc temu, ale musiały oczywiście nabrać tzw. mocy urzędowej - w końcu w wyjątkowo biurokratycznym kraju żyjemy.
Żeby było weselej, do tej pory nie wysłałam ich do Warszawy. Teraz to mi się już jakoś nie bardzo opłaca, zawiozę je osobiście za dwa tygodnie.

Tadam!

 

Oczywiście hafty nie są moim dziełem- jeden jest anonimowy, drugi wykonała Grazia z Zabrza 

niedziela, 30 marca 2008
Podobno międzynarodowo...

Wczoraj wybrałam się z koleżanką na "Międzynarodowe Dni Kraftu" - cokolwiek to miałoby znaczyć. Pod szumną nazwą - kryła się wystawa DMC i Lanarte. Wyjątkowo skromna i okrojona w tym roku (mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz gorzej).

Wielu, no dobrze wiekszości, wzorów i zestawów nie można było nabyć - panie ze stoiska miały jednak na to odpowiedź: można wszak zamówić w pasmanterii (sic!).
Po za haftem można było obejrzeć zdobienia techniką decoupagu, filcowanie (ale już chcąc nabyć cokolwiek z przedmiotów niezbędnych w tych technikach należało się udać do pobliskiej pasmanterii), a także ozdabianie ubrań, kartek i wszelkich inych "rzeczy" które da się przekłuć igłą (nie umiem tego inaczej wyjaśnić) za pomocą pistoletu Ka-Jinker. Wygląda to tak: http://www.ka-jinker.com/kj-tool.asp i moim wyjątkowo skromnym zdaniem jest kolejnym gadżetem z cyklu wydamkupękasynakompletnieniepotrzebnecoś, co na dodatek spokojnie można zastapić najzwyczajniejszą na świecie igłą z nitką.

Podsumowując: firma DMC mieniąca się organizatorem tegoż "wydarzenia" powinna czym prędzej znaleźć najmniejszą i najczarniejszą mysią dziurę, najlepiej w jakiejś wiosce na krańcu świata, i przycupnąć tam w ukryciu na jakiś czas - w między czasie może się zająć przygotowaniem wystawy z prawdziwego zdarzenia. Nie wiem co przeszkadza w zorganizowaniu wystawy/ targów na miarę tych organizowanych w takiej na przykład Wielkiej Brytanii - jakoś nie czuję się gorsza od brytyjek i powodów do dyskryminacji robótkowo-wystawowej nie widzę.

A zdjęcia z wystawy można obejrzeć tutaj: http://www.flickr.com/photos/22301365@N04/sets/72157604313059453/show/

Już w domu zauważyłam, że zapomniałam obfocić kilku haftów Lanarte - zachęcam więc do zerknięcia na zdjęcia innych robótkowiczek.

 


środa, 26 marca 2008
Różany lampion

Przeprosiłam się ostatnio z decoupagem. Efektem jest lampionik z motywem róż - prezent imieninowy dla koleżanki. Lekko spóźniony - no dobrze możliwe, że nie lekko, możliwe że półtora miesiąca poślizgu to już nie jest lekko. Ale to nie moja wina, że marzec jakoś mi bardziej pasował - najbardziej zdziwiona była Dorfi, której usiłowałam złożyć życzenia równy miesiąc od imienin (przynajmniej dzień był właściwy). Zresztą miesiąc w tą miesiąc w tamtą - wsio ryba jak mawia się w mojej rodzince.

Ważne, że prezent się spodobał- został też przekwalifikowany - teraz jest pojemniczkiem na pout-pouri.

sobota, 22 marca 2008
Jajeczne Święta
Z okazji Świąt Wielkanocnych 
życzę Wam wiosny, wiosny i jeszcze raz wiosny!
Pękających na drzewach pąków, 
ziemi, która zaczyna pachnieć i słońca, które nie tylko świeci, ale wreszcie
także grzeje. 
Życzę Wam wiosny w życiu codziennym, rodzinnym, w pracy, 
na koncie bankowym ale przede wszystkim życzę Wam wiosny w sercu

wtorek, 18 marca 2008
Ostrzelana

Oj! Jak ja dawno nic nie pisałam! A tu tyle się dzieje. Przede wszystkim zostałam ustrzelona – w dodatku wielokrotnie. Ile razy? Chyba nie zliczę…

Dlatego też nie wymieniam snajperów.

 

Zasady zabawy już chyba wszyscy znają? Nie? No to przypominam:

 

1.podać linka do bloga osoby która nas ustrzeliła – upssssssssssss

2.napisać na swoim blogu zasady strzelaniny
3. wypisać 6 śmiesznych/błahych/nieistotnych (wersje tego punktu „regulaminu” bywają różne) rzeczy na swój temat
4. ustrzelić kolejne 6 osób (ileeeeeeeee?)
5. uprzedzić ustrzelone osoby zostawiając komentarz na ich blogach

 

 

Skąd u licha mam wziąć 6 śmiesznych rzeczy na swój temat? Jestem co prawda kompletną wariatką ale żeby tak od razu śmieszną ;)))

 

No to do dzieła:

 

  1. Znana jestem z tego, że czasami „słyszę po swojemu” – i wtedy żadna ludzka siła (no prawie żadna) mnie nie przekona, że w oryginale, taka na przykład piosenka, brzmi inaczej. I tym sposobem przez wiele miesięcy w pewnym znanym utworze pana Piotra Rubika słyszałam „pieczęć na tyłku” (chyba z oznaczaniem koni i bydła mi się skojarzyło), długo też szukałam piosenki ze słowami „you are angel” (po drodze milion razy pomyślałam „co za nieuk to napisał? z takim babolem” no ale, że melodia mnie urzekła – twardo szukałam) i znalazłam w końcu, tytuł „You are my joy”….
    O licznych innych kwiatkach z litości dla samej siebie nie wspomnę.
  2. Ta historia dugo krążyła po rodzinie w charakterze anegdoty.
    Miejsce akcji – centrum miasta tuż po roku 1989, w mieście szał na nowomodne sklepy i ogólna moda na zachód. Szczególnie sklepy „pewnego rodzaju” rosły jak przysłowiowe muchomorki po letnim deszczu. 10 letnia (mniej więcej) Ania na spacerze z tatą i wujkiem czyta napisy na wszystkich możliwych witrynach. I tu pada sławne pytanie „Tatusiu a co to jest szop?!”. Dodam tylko, że napis na witrynie głosił „sex shop”.
  3. Nie wiem czemu mój instruktor na kursie prawa jazdy twierdził, że przybyło mu kilka siwych włosów przeze mnie (notabene mój rówieśnik). Przecież każdemu mogą się mylić pedały hamulca i gazu – a że akurat ciężarówka na nas jechała, albo ktoś zajeżdżał drogę – ojeju nooooo
    Dobrze, że chłopak miał refleks.
  4. Na tym samym kursie miałam irytujący (podobno) zwyczaj zadawania pytań. Może chodziło o to, że pytałam się „czemu?” na ogół po słowach instruktora, które brzmiało jakoś tak „hamuj do %&^*$@%&”.
    No i dokładnie ten sam numer zrobiłam podczas egzaminu. Jednym z warunków zdania było wtedy tzw. „nagłe hamowanie” szanowny pan egzaminator w pewnym wybranym momencie wrzeszczał „HAMUJ” i należało wtedy jak najszybciej depnąć po hamulcu. Oczywiście musiałam spytać „dlaczego?”, w końcu droga była puściutka.
    Zdałam za pierwszym razem - jakby ktoś pytał.
  5. W sezonie zimowym, w środkach komunikacji miejskiej zazwyczaj kładę rękawiczki na kolanach. Na właściwym przystanku po prostu wstaję i wychodzę z pojazdu. Co drugi raz zapominam o rękawiczkach. I wiecie co? Jeszcze mi się nie udało zgubić tych rękawiczek.
  6. W podstawówce nie przyznawałam się do moich muzycznych „idoli”. No bo jak wspominać o Czerwonych Gitarach skoro cała dziewczęca część klasy kocha się w New Kids on the Block? Zawsze byłam dziwnym dzieckiem….

 

Uffff – jakoś to poszło.

A celuję do: Pogłomcy , Renulka , Svei , Beaty, Anusiaczka , Semilki , Aggiw .