Między innymi o robótkach.......
piątek, 30 stycznia 2009
I znowu wip

Z jakiegoś dziwnego powodu, wydawało mi się kiedyś, że przecież wystarczy jedna rozbabrana robótka na raz. Skąd u licha wzięło mi się takie niedorzeczne wyobrażenie(widać młoda i durna byłam)?
Właściwy stan rzeczy to przecież kilka prac, każda na innym etapie.
Człowiek lubi mieć wybór, więc taki stan rzeczy jest naturalny. Tym bardziej, gdy jeden sweter czeka na jakikolwiek odruch miłosierdzia z mojej strony (czarny golf), drugi na lepsze druty (jaaaaaaaaaaaaap - zamówiłam knitpicksy! zamówiłam knitpicksy! zamówiłam, knitpicksy!...), a przestoje na drutach niewskazane. Więc (no wiem- od więc nie zaczyna się zdania) nie mam przestojów. Będę miała za to nowe skarpetki.

 P1020285

 W rzeczywistości są słodsze, i ładniejsze, i w ogóle.

Obawiam się, że wsiąkłam w amerykańską skarpetkomanię na całego. E tam, wcale się nie obawiam - własnoręcznie wydziergane skarpeciochy są super i mają wszystkie skarpetki pod sobą - howk.

 

A zaległe prace, wymagające innych technik, leżą i pokwikują. Niech ktoś mnie kopnie w tym temacie...

niedziela, 25 stycznia 2009
Cukiereczek

Koroneczka zorganizowała zabawę blogową zwaną candy. Oj, słodki ten jej cukiereczek, słodki.

czwartek, 22 stycznia 2009
Mętlik

Kath specjalnie dla mnie zrobiła próbkę z Austral, żebym mogła naocznie przekonać się jak wychodzą Surfacowe bąble na tej włóczce. I zonk. Już widziałam jak paraduję po grodzie w wiśniowym Surface, właśnie z Australa, a tymczasem włóczka jakoś nie bardzo pasuje do tego kardigana. Bąble wychodzą skromniej i są jakieśtakie (czyt. subiektywne odczucie autorki wpisu, którego nie jest w stanie opisać).

Od nadmiaru myślenia zaczęły parować mi co poniektóre zwoje mózgowe, odsunęłam sprzed oczu czarowne wizje i wzięłam się za kolejną robotę (no tak, co robi drutomaniaczka jak nie wie co robić? zaczyna coś z zupełnie innej bajki). Wygrzebałam włóczkę z zapasów (pudrowo-różówa Gokova od Kartopu, mieszanka akrylu i wizkozy) i nabrałam oczka na pulower o wdzięcznej nazwie- Corona.

corona -1

A nie było mi łatwo wybrać model dla tej włóczki - wszędzie widziałam beże, zielenie, brązy... stanowczo róż do mnie nie przemawiał. Po milionie godzin spędzonych na przegrzebywaniu ravelry ostatecznie zdecydowałam się właśnie na Coronę - mam nadzieję, że nie będzie to kolejny sweter z gatunku zapełniacza szafy.

Większośc moich drutów to chińskie bambusy z Ebaya i jedyne co jest w nich pozytywnego to cena. Końce drutów dość szybko się stępiły, żyłka jest kiepsko przyczepiona do druta i (uwaga!) naciąga się. Tak dokładnie- podczas prób przesuwania oczek,  oczka zawyczaj zostają tam gdzie były, za to drut zachowuje się jak kiepskiej jakośc "balonówa". Oczka należy przesuwać pojedynczo -  dodawanie, że nie jest to łatwe, proste i przyjemne ,nie jest już chyba konieczne? Czuję się więc rozgrzeszona z planów zakupienia zestawu Knit Picks - szarpią po kieszeni, owszem, ale po superlatywach Kath i opiniach krążących w sieci, czuję, że nie jestem w stanie się dłużej im się opierać. 

 

niedziela, 18 stycznia 2009
Rada puchaczy

I to na najwyższym szczeblu.

Wyjątkowo urzekły mnie modele z wykorzystaniem warkoczowych sówek. Już dawno zachwycałam się takim sweterkiem, a całkiem niedawno na fali sów pojawiła się czapka. Za zimowe drobiazgi łatwiej się zabrać (szczególnie, że schemat swetra dostępny jest od niedawna) więc:

 sowia czapa3

sowia czapa2

sowia czapa1

No wiem - trochę zdjęcia z wkładką nadwornemu nie wyszły (ale ja niecierpliwek jestem więc zagłuszam perfekcjonizm i prezentuje co mam)  - chyba nie powinnam tak poganiać...

Czapa jest z Polo, druty 4 mm - i nie spodziewałam się, że będzie taka ciepła. Nie da się ukryć, że jestem z niej zadowolona. I nie tylko ja- o dziwo spodobała się też mojej babci (bez uwag w stylu: byłoby lepiej, trzeba było, itd.). Spodobała się na tyle, że chcąc nie chcąc zrobiłam powtórkę z rozrywki:

who II -b

who II -a

 

Ta sama włóczka, te same druty (wyszła bardziej mięsista - jak się okazało czarna Polo jest grubsza od popielatej - już nawet się nie zdziwiłam).

A potem do pełni szczęścia znalazłam rękawiczki:

sowki1

sowki2

 

 Te dla odmiany robiłam na drutach 4,5 i 5, o dziwo nie wyszły "dziurawe" choć z efektu do końca zadowolona nie jestem. Marzyły mi się takie mięsiste, rustykalne - wyszły bardzo delikatne i cienkie (choć ciepłe). Do tego Polo przerabiana na piątkach mechaci się - chyba nie trafiam za tą włóczką.

Dołożyłam kilka rzędów lewymi oczkami (dokładnie 4) - przed odejmowaniem oczek na palce, inaczej musiałabym zabawić się w złe siostry Kopciuszka i poobcinać opuszki.

Okazało się, że Kath miała całkowitą rację. Jak przychodzi co do czego to z kilometrowej kolejki rzeczy "koniecznie do zrobienia" nie ma co wybrać. Cały wczorajszy wieczór przesiedziałam dłubiąc po internecie (ze szczególnym uwzględnieniem ravelry) i grymasząc: to za zimowe, to za letnie, tu mi żaden kolor nie pasuje, to mi pasuje na bardz drogą włóczkę więc musze przemyle, to mi nie pasuje na żadną włóczkę, to mi się chyba jednak nie podoba... i w tym klimacie ciągnęłam temat dopóki nie zerknęłam na blog Kath. A tam - tam cudnej urody Surface (żeby nie było niejasności - kompletnie nie ruszał mnie ten model póki Kath nie zaprezentowała swojej wersji). I nie ma zmiłuj - ja go muszę mieć, koniecznie i najlepiej teraz zaraz. Chwilowo temat utknął na etapie wyboru włóczki (z pomocą Kath może mi się uda dojść do jakichś konsktruktywnych wniosków włóczkowych).

Nie wiem jeszcze co z niedawnym postanowieniem, że kolejną włóczkę zamówię dopiero po wypłacie (oj cierpi dusza, cierpi i kwili zgrzytając zębami)...

 W tak zwanym międzyczasie powstał jeszcze beret (niebiesko-turkusowo-szmaragdowy - cudnyyyyyyyy) ale nie doczekał się zdjęć z czynnikiem ludzkim (żeby jeszcze wspomniany czynnik prezentował się w nim ludzko - nie byłoby źle), tak tylko rozbudzam Waszą ciekawość ...

 

Za to gratisowo szyjogrzej z tzw. wkładką (więcej wkładki niż szyjogrzeja więc co wrażliwszych proszę o zamknięcie oczu)

warmneck2

 


Schematy na sowie gadżeciki można znaleźć tutaj i tutaj.

 

środa, 14 stycznia 2009
Uhuha, uhuha

Zima chyba poczuła lekkie ukłucie sumienia i najwyraźniej postanowiła nadrobić zaniedbania z lat poprzednich. Nie narzekam broń Boże- tak byłam stęskniona za jakąś odmianą od grudniowej chlapy, że teraz nawet nie śmiem pisnąć. Swoją drogą - nie rozumiem mentalności naszego drogiego narodu. Narzekamy latem- bo gorąco i sucho, narzekamy jesienią - bo deszcze, bo chlapa i ponuro, narzekamy zimą- bo zimno, bo śnieg, bo mróz i w końcu narzekamy na wiosnę - bo jeszcze nie ma lata. To kiedy da biedna aura ma nam dogodzić? (żeby nie było - ja lubię wszystkie nasze pory roku, nie bardzo mogę sobie wyobrazić jak można egzystować bez wiosny i zimy, no doooobrze - czasem i mnie pogoda przytłacza, konkretnie ten gatunek dni gdy szarośc dnia powoduje, że krążę po okolicy w charakterze zombi).

 

A ja nawet nie marznę - ooo. Nawet w środku nocy (czyt. 7 rano) gdy termometr wskazuje coś w okolicach 10, 15 stopni poniżej zera. Fakt, że przypominam nieco arabkę (wyjatkowo ortodoksyjną na dodatek). Składam się wtedy głównie z kaptura, ciepłej wełnianej czapy, rękawiczek (również wełnianych), szala okutanego naokoło szyi i twarzy. Och - i oczywiście szyjogrzeja, żeby nic ale to absolutnie nic ze świeżego powietrza nie przedarło się przez bariery ochronne. I żebyście widzieli te zazdrosne spojrzenia na przystanku.

 A w kwestii szyjogrzeja- jest to poświąteczna nowość w mojej szafie. Popielaty, cieplutki - autentyczny przedmiot zazdrości wśród pracowych koleżanek:

 szyjogrzej

 szyjogrzej2

szyjogrzej1

 

 Zdjęcia na ludziu będą, a jakże - jak tylko spotkam się z nadwornym fotografem (eeee - fotografką).

Nazywa się toto GC Cowl - darmowy schemat można pobrać tutaj

Zużyłam na niego jakieś 40 g włóczki Polo, podwójna nitka - druty 7 mm

 

 

 

środa, 07 stycznia 2009
UFO

UfO leżało spokojnie w mojej szafie, od czasu do czasu znosząc umizgi minipantery, ponad rok. Jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło mi się pracować tak długo nad jakimkolwiek projektem (ciiiiiiiiiiiiiii - ani słowa o Sissi - napisałam "chyba" prawda?), wypadało w końcu nim się zająć.

Chyba jednak powinnam wyjaśnić - nie, nie trzymam w szafie małych zielonych ludzików, wbrew pogłoskom nie widuję ich nawet i nie zamykają mnie jeszcze w Kobierzynie (kto nie w klimatach krakowskich wyjaśniam - nasze małopolskie, zaściankowe Tworki) choć niektórzy zapewne widzą mnie tam od dawna ;))) (swoją drogą ile miałabym czasu na robótki - kusząca wizja). UfO - to moi drodzy nic innego jak zapożyczony od Cat termin na niedokończone robótki (unfinished object).

Moje UFO jest czarne, zaczęłam je w styczniu ubiegłego roku i straciłam do niego kompletnie serce po odkryciu cudnych zachodnich opisów i wraz z pojawieniem się niechęci do akrylu. Ale jako że nie lubię zostawiać niedokończonych prac, podziubdziałam podczas Świąt i zostały mi już tylko rękawy i golf:

 

 czarny golf1

 

Nie śpieszę się - golf z założenie miał być nieco dłuższy, a przez ten rok artystce nieco się przybrało tu i ówdzie (upsssssss) i zapewne się w niego nie wciśnie.

 

Swoją drogą - muszę coś zrobić z tymi akrylami z zapasów, to może jednak polubię je  na nowo choć ciutkę...

 

sobota, 03 stycznia 2009
Postanowieniom mówimy nie!

Na większości blogów postanowienia, podsumowania, plany na najbliższy rok, a ja w tym roku mam jedno postanowienie: nie mieć żadnych postanowień, żadnych planów. Zresztą, jak zapewne zauważyliście nie raz, moje plany mają jedną podstawową cechę - rzadko kiedy są zrealizowane! No to w tym roku idę na żywioł - Panie miej w opiece ten świat ;))

 

A w ramach podsumowania frontu robótkowego zrobiłam kolaż ze zdjęć moich wypocin. Zdziwiłam się jak wiele ich było, cały czas wydawało mi się, że nic nie robię, no i te długie "przestoje" - a tu proszę, jedna niespodzianka, trochę tego było - może nie tyle co zazwyczaj ale jednak.

 

A dzisiaj ten blog świętuje drugą rocznicę założenia. Jak szybko to zleciało...